Już od godziny siedziałam przed komputerem wybierając odpowiednią piosenkę. Jeszcze tylko dwa dni... a w sumie jeden, bo ten dzisiejszy powoli chyli się ku zakończeniu. Miałam do wyboru kilka piosenek, a musiałam być przygotowana z dwóch tak dobrze, na ile to było możliwe. Do mojej listy zaliczyłam wielu wykonawców, jednak na jej szczycie gościli: Ed Sheeran, Linkin Park, Beyonce, Taylor Swift, Paramore i Young Guns.
Ed'a Sheerana nie chcę śpiewać. Co jeżeli zniszeczę jego muzykę swoim głosem? Nie byłam zbyt pewna swojej przepony, więc Linkin Park już zupełnie odpada, nawet z tak piękną, wolną piosenką jak Shadow of the day. Boże... daj mi jakiś znak!
- Hej, mała! Wybrałaś już. - wparowała z pytaniem od progu ciocia. Zero prywatności, bo nawet nie raczyła zapukać. Pozostawiłam to bez komentarza i uśmiechnęłam się do niej ciepło.
- Beyonce czy ballada Paramore?- spytałam kładąc swoją głowę na klawiaturze laptopa. Naprawdę byłam zmęczona. Zamiast odpowiedzi ciocia kichnęła na co zaśmiałam się głośno. Kobieta była podziębiona a ja po prostu w tej chwili dziękowałam niebiosom za odporność po tacie.
- Zdecydowanie Paramore.
Pokiwałam głową ze zrozumieniem. W sumie to nawet spodziewałam się takiej odpowiedzi. Bardzo lubię ten zespół, ale... jest wymagający.
http://www.youtube.com/watch?v=-J7J_IWUhls
Hmm... Jeśli chodzi o tworzenie piosenek, to owszem - kilka mam na koncie ze względu na to, że przez rok byłam samoukiem pianina. Do Mozarta jest mi co prawda daleko, ale do tworzenia wystarczająco dużo. Przez jakiś czas miałam też lekcje gitary, więc akordy są mi dobrze znane i znów... Daleko mi do perfekcji, ale również potrafię wybrzdąkać melodię o którą mi chodzi. To chyba wszystko. Boję się, że za mało, by dostać się do tego programu. Trzeba mieć talent i wykorzystywać go w każdym calu. Boże... już czuję tremę. Nadludzka istoto zrób coś!
- Ok... Paramore. Będzie chyba w porządku. Mogę ci ją zaśpiewać? - spytałam szukając automatycznie jakiegoś dobrego karaoke.
- Jasne, chętnie posłucham. - Przytaknęła ciocia. Internet jest o wiele bardziej zaśmiecony niż pierwotnie myślałam. Instrumentaliczne wersje piosenki były gównianej jakości, a tekst wyświetlany na ekranie nijak zsynchronizowany z melodią i metrum. Po dłuższej chwili znalazłam przyzwoity filmik i zaśpiewałam piosenkę cioci. Chrzestna miała bardzo dobry słuch i już jako mała dziewczynka należała do chóru kościelnego. Wiedziałam, że ona wychwyci najmniejsze błędy i od razu mi o niech powie bez zbędnych ceregieli. Skończyłam śpiewać, a kobieta wstała bijąc mi brawo i uśmiechając się szeroko.
- No, no no. Mały fałszyk na początku, a później pięknie, czysto, lecz nie idealnie. Ćwicz dalej za godzinę znów cię posłucham, dobrze?
- W porządku. Dziękuję ciociu.
Chrzestna kiwnęła głową pogwizdując pod nosem śpiewany przeze mnie przed chwilą utwór i skierowała się do wyjścia z pokoju. Gdy już otwierała drzwi nagle kichnęła, a ja zachichotałam.
- Na zdrówko.
***
Zgodnie z zasadą pół godziny śpiewu- 10 minut przerwy , spędziłam większość z pozostałego mi dnia. Na drugą piosenkę (rezererwową) wybrałam Beyonce- I was here. Bardziej jednak byłam uparta przy Paramore. bardzo ich lubię i to dzięki nim nauczyłam się przechodzić z wyższych dźwięków na niższe, co bardzo poprawiło stopień mojego wokalu.
Zakończyłam piosenkę przeciągłą nutą i stwierdziłam, że mam dość. Do mojego mózgu doszły narzekania żołądka i wołanie pęcherza. Załatwiłam swoje potrzeby fizjologiczne i kierując się w stronę kuchni, źle wymierzyłam i zamiast wejść do pomiesczenia, zderzyłam się z framugą. Rob widząc to, głośno się zaśmiał.
- Kochana, co się dzieje?
Mężczyzna w średnim wieku, taj jak ciocia, był bardzo pozytywnym człowiekiem. Czuć było od niego ciepło i dobro, a jego anielskie, niebieskie oczy podkreślały idealnie jego charakter. Czarne, krótko przycięte włosy miały już kilka siwych kosmyków. Uśmiechnęłam się do niego patrząc spode łba.
- Jestem zmęczona. - przyznałam przeczesując ręką moje czerwone włosy. Robert położył przede mną kubek z kawą i spytał:
- Dobrze pamiętam, że słodzisz 4 łyżeczki?
Pokiwałam głową i cicho podziękowałam podkładając naczynie do ust. Napój był mocny, lecz jego gorycz tłamsiła dobra dawka cukru. Od razu poprawił mi się humor.
- Muszę się przyznać, że przez jakiś czas stałem pod drzwiami i słuchałem jak śpiewasz... świetnie ci idzie. Jestem pod wrażeniem. - powiedział mężczyzna siadając przy stole i wskazując mi, bym również usiadła. Z chęcią przystałam na tę propozycję, kładąc kubek z kawą przed sobą i oplatając go rękoma.\
- W Twoich nutach brakuje... ciebie samej. Interpretacja jest dobra, uczucia zachwycająco porywają słuchacza, ale to nie ty stwarzasz te emocja, tylko sama muzyka. Piosenka włada tobą, a to ty musisz zapanować nad piosenką nadając swojemu coverowi trochę swojego charakteru zmieniając kilka nut, czy dodając kilka dźwięków.
Przełknęłam kawę kiwając głową.
- Masz rację! - krzyknęłam nagle wstając z krzesła i wywracając kubek, tym samym sprawiając, że kawa wylała się na stół. Nie zważając na nic pobiegłam na górę mając pomysł na piosenkę, którą tak długo męczę.
***
Boże... Ile już razy cię wzywałam? Zrób coś proszę. 22.30 to raczej nie najlepsza pora na koncertowanie. Powiedz coś tej mojej stukniętej chrzestnej!
- Dobra, mała. Chcesz być najlepsza? - spytała ciocia trzymając w dłoni kartkę z tekstem piosenik, którą zaśpiewam w programie.
- Tak! - krzyknęłam. Chrzestna zacmokała niezadowolona.
- Zła odpowiedź. Jeszcze raz końcówka.
Westchnęłam głośno przygotowując przeponę do działania. Wyprostowałam się i stanęłam w lekkim rozkroku starając się przełożyć ciężar na pięty. Brodę przysunęłam bliżej krtani, by nadać głosowi odpowiedniego brzmienia. Gdy zaśpiewałam ciocia znów zapytała:
- Chcesz być najlepsza?
- Jestem najlepsza...- mruknęłam ironicznie nie patrząc w jej oczy tylko spoglądając na swoje stopy.
- Słucham? Nie słyszę cię...
- Jestem najlepsza. - powtórzyłam głośno i wyraźnie podnosząc wzrok i wpatrując się w jej zielone oczy, oczekując pogardy. Pomyliłam się, bo zobaczyłam w nich iskierki zadowolenia.
- Oczywiście, że tak. W końcu moja szkoła, nie? Skoro jesteś już tego pewna, to możesz iść spać. Jesteś świetna, Berry.
- Dziękuję...
... Tak. Dziękuję Ci, Boże.
____________________
Nie wyobrażajcie jej sobie jak jakąś brzydulę, ale też nie jako dziewczynę idealną. Powiedzmy, że takiej średniej urody. Mogłybyście zostawić jakiś komentarz czy coś jak już wchodzicie... II część jest dłuższa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz