wtorek, 19 lutego 2013

Prolog i Rozdział 1

Prolog:
- S-słucham? - spytałam nie wierząc w to, co się dzieje. Mój Matt właśnie powiedział mi, że...
- Nasz związek, to nic innego jak zakład, brzydulo. Ty naprawdę myślałaś, że cię kocham? Jestem lepszym aktorem, niż myślałem. - powiedział mierzwiąc swoje brązowe włosy. Usta, które przed chwilą gotowe były mi sprzedać kolejną dawkę kłamstw, chyba pierwszy raz wygięły się w szczerym uśmiechu. Poprawiłam swoją czerwoną grzywkę zaczesaną na bok. Z tym chłopakiem pierwszy raz się pocałowałam. Z tym chłopakiem przeżyłam najlepsze chwile w swoim życiu. Z jego ust usłyszałam pierwsze: "Ale ty jesteś piękna". To on złapał mnie za rękę, gdy szliśmy po parku. czułam motyle w brzuchu, które cieszyły się razem ze mną. Myślałam, że to prawda. Myślałam, że mnie kocha. Tak bardzo chciałam, żeby to okazało się jakimś głupim koszmarek=m, z którego zaraz się obudzę.
- Powiem ci tylko, że nawet niezłe masz usta. Ciekawie ile byś wzięła za loda...?- spytał uśmiechając się do mnie cwaniacko. To był ten sam chłopak, który ocierał mi łzy, gdy płakałam? To był ten sam chłopak, który tak bardzo zawrócił mi w głowie? Co ja mogłam zrobić w takiej sytuacji, jak tylko wyjść  z jego mieszkania, odejść od bloku w którym mieszkał i pobiec przed siebie? Zrobiłam właśnie tak. Zima była dość sroga w tym roku, więc brak swetra boleśnie odczułam w postaci zimna. Słone łzy spływające mi po policzkach pogarszały tylko sprawę, lekko przymarzając na mojej skórze.

Co teraz myślę o tym wszystkim? Dzięki Ci, Boże, za ten dzień. Bo to właśnie tego dnia podjęłam jedną z najważniejszych i najlepszych decyzji swojego życia.

Rozdział 1

Spojrzałam w swoje odbicie. Zobaczyłam dość szczupłą dziewczynę z długimi nogami i czerwonymi włosami do łokci. Mam duże zielono-niebieskie oczy, za duży nos, kilka problemów skórnych w postaci pryszczy, i usta. Matt miał rację mówiąc, że są "ładne". Pełne wargi w odcieniu różu, to marzenie każdej dziewczyny. Nie byłam ładna. Ani teraz, ani nigdy. Gdy zdałam sobie sprawę, że Matt nie mówił mi tego wszystkiego na poważnie widziałam siebie w jeszcze gorszym świetle. Westchnęłam. Tak, dziś opuszczam Polskę, bo chcę wybrać się na kasting do X-factor. Byłam już kilka razy w Londynie, choć nie rozumiem fascynacji niektótych osób tymm iastem. Jest ładne, ciekawe, ale na tym się kończy. Nigdy nie poczułam magii tego miasta. Znów westchnęłam pakując do swojej torebki mp3, pamiętnik i telefon. Urządzenie to miało pęknięty wyświetlacz i stare, powycierane przyciski. W niektórych miejscach można było dostrzec pamiątki, po ciekawych spotkaniach z podłogą.
- Berry! Gotowa już jesteś? - spytała mama z salonu. Tak. miałam na imię Raspberry, na cześć moich "malinowych" ust. Wymyślił to nikt inny jak moja ciocia, u której zatrzymam się przed i po kastingach. Chcę tylko sprawdzić swoje możliwości i pokazać się tam gdzie być może mogłabym zostać doceniona.  W szkole zostałam zaszufladkowana tytułem "nudna brzydula" już w 4 klasie podstawowej, a fakt ten tylko zdominował moim życiem, bo sama widziałam się w takim świetle. Idę do x-factor, bo chcę poznać nowych ludzi, których niewątpliwie tam spotkam.
- Idę mamo! - Powiedziałam biorąc w dłoń walizkę, a torbę przewieszając przez ramię. Przerwałam naukę w liceum. Jeden rok jeszcze nikogo nie zbawił, a ja naprawdę potrzebowałam przerwy. Mama, do której byłam tak podobna, spojrzała mi w oczy swoim prznikliwym, zielonym spojrzeniem.
- Pamięyaj, że jeżeli ci się nie uda, ja zawsze jestem z tobą i wierzę, że zrobisz wszystko by spełniać swoje marzenia. - Stwierzdiła przytulając mnie mocno do siebie. Westchnęłam głęboko.
- Pamiętaj o swojej wartości. - szepnęła odsuwając się  i ocierając łzy z moich policzków. - Jesteś śliczna kochanie.
Załkałam donośnie wtulając się w rodzicielkę.

***

Drogi pamiętniczku!
  Droga na lotnisko taksówką, to chyba najgorsza rzecz pod słońcem. Kierowca był tak zgryźliwy, że miałam ochotę zdjąć glana i przywalić mu w łeb.

  Lotów też raczej nigdy nie zdołam polubić. Mój żołądek odezwał się dwa razy - po starcie i po turbulencjach. Mimo gum w które przezornie się zaopatrzyłam, nadal czuję ten gorzki smak w ustach. Fuuuj! A ciocia? Jak to ciocia, ale od początku...

***

Wzięłąm swój bagaż i wyszłam. Gdy tylko to zrobiłam, poczułam jak ktoś mnie dusi swoim ciałem i oplatuje rękoma.
- Raspberry! How long time...? - nawijała ciocia Kate. No tak. Angielski. Co prawda ciocia mówiła po polsku, ale jej mąż nie i tak czy inaczej, w większości będę porozumiewała się w tym języku. Gdy wyplątałam się z uścisku chrzestnej, zobaczyłam jej roześmianą, lekko pomalowaną twarz i świeżo ułożone, farbowane blond włosy.
- Nie zmieniłaś się, ciociu. Ciągle taka sama... - pokręciłam głową z niedowierzaniem.
- A co> Twoim zdaniem powinnam się starzeć? - spytała ironicznie.
- Starość nie radość, a doskwiera wszystkim. Na śmierć trzeba być gotowym zawsze. Szczególnie w twoim wieku, ciociu. - powiedziałam z uśmiechem, za co dostałam plaskacza w tył głowy.
- Uważaj co mówisz, młoda. - zaśmiała się ciocia lekko bulwersując się moimi słowami - Ależ wypiękniałaś.
Tiaa... miałam ochotę popukać się w czoło i sprawdzić, czy oby kobieta stojąca obok mnie nie ma gorączki ale ozsczędziłam sobie tego przedstawienia i rzekłam:
- Dziękuję, ciociu.
Wyszłyśmy z lotniska na parking gdzie stało multum samochodów. Wyglądało to dość osobliwie, bo niektóre samochody były zaparkowane tak blisko siebie, że nawet małe dziecko nie zmieściłoby się, chcąc gdzieś przejść. Spojrzałam na ciocię błagalnym wzrokiem, by zaprowadziła mnie do samochodu. byłam naprawdę wykończona.
- Nie pamiętam gdzie zaparkowałam. - mruknęła do mnie chrzestna i właśnie w tej chwili zaczął padać deszcz. Uroki Londynu, plus opatrzność Boża, równa się jedna wielka masakra. Zamrugałam szybko i wciągnęłam wilgotne powietrze do płuc.
- Jak to?! Ciociu, powiedz, że to żart! To może chociaż ten samochód ma jakiś osobliwy kolor?!- krzyczałam, czując jak deszcz zmienia się w ulewę.
- To czarny Land Rover. - Odpowiedziała opanowana ciocia. Czarny. Jest noc, ciemno jak w dupie u murzyna, cygana i mulata, a ona (moja szanowna ciocia) racze=y mnie ze spokojem poinformować (znając mnie i hormony niewyżytej nastolatki), że jej nowy samochód jest czarny. Kupowała przeważnie samochody w kolorach tęczy, ale nie! Dziś postanowiła przyjechać czarnym. Czarnym jak dupa murzyna, cygana czy jakiegoś tam mulata. Dzięki, Ci Boże...

***
Tak, czy inaczej jesteśmy już w jej przytulnym piętrowym domku. Rozgościłam się w pokoju gościnnym, który ma także osobną łazienkę ^^. Nieszczęsny Land rover został przez nas odnaleziony i całe przemoknięte wsadziłyśmy swoje zwłoki do tego jakże wyszukanego samochodu.
                  Miejmy nadzieję, że nie dostanę chrypki, bo chyba bym tego nie przeżyła.
                                                                                                     Raspberry.


________________
Pierwsze koty za płoty. To nie będzie jedna z tych historii w których ona na miejscu pozna One Direction i będzie super ekstra i tak dalej. Pozna ich w innych okolicznościach. Mam nadzieję, że się podobało!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz